- Janusz Krupski nie żyje2010-04-11
- Otoczmy troską życie człowieka2008-12-20
- Rozmowa dla Biuletynu Podkowiańskiego2008-02-02
- Wystarczy miejsca przy stole...2008-01-26
- Rola kobiety w rodzinie2008-01-19
3. 01. 08, w Kaliszu, prezes ZDR Trzy Plus, pani Joanna Krupska wygłosiła, prelekcję po tytułem: "Wystarczy miejsca przy stole, choć
kasy nie zawsze".
Całość spotkania, poświęcona była relacjom między
rodzeństwem w rodzinie.
Bardzo dziękuję za zaproszenie mnie
do rozmowy na temat rodziny. Zostałam zaproszona jako przedstawiciel Związku Dużych Rodzin
„Trzy plus", ale przede wszystkim jestem żoną i matką. Właśnie to
doświadczenie ukształtowało mnie najbardziej. Mam siedmioro dzieci i przez ponad
20 lat pracowałam prawie wyłącznie w domu.. Zawsze byliśmy najbardziej liczną
rodziną w okolicy i w szkołach, w których uczyły się i uczą moje dzieci. Dwa
pokolenia wstecz takie rodziny jak nasza
były normalnością ( na marginesie wspomnę, że
moja praprababka urodziwszy 18
dzieci, z których zmarło sześcioro, wychowała 12cioro na wartościowych ludzi).
Teraz duże rodziny są rzadkością i wiele osób dziwi się, nie wyobraża sobie,
jak to jest, jak ma się tyle dzieci .
Rodziny wielodzietne w odbiorze
społecznym często kojarzone są z patologią, nieodpowiedzialnym rodzicielstwem,
marginesem społecznym albo alkoholizmem. Taki obraz często sugerują media. Jest to obraz krzywdzący i nieprawdziwy. Wśród rodzin
z jednym dzieckiem, czy z dwójką także można znaleźć rodziny
dysfunkcyjne. Trzeba zdecydowanie podkreślić, że ogromna większość rodzin wielodzietnych
to rodziny prawidłowe i normalne.
W ocenie rodzin wielodzietnych
spotkać można także i drugą skrajność: wielodzietność przedstawia się jako
pewnego rodzaju ideał, tak jakby rodzina mająca dużo dzieci była lepsza od tej,
która ma ich mało.
Myślę, że rodziny wielodzietne nie
są ani lepsze ani gorsze od innych. Rodziny wielodzietne są bardzo różne.
Mieszkają w mieście i na wsi. Rodzice mają najróżniejsze zawody, są wysoko i
średnio wykształceni, a także i bez wykształcenia. Są w większości religijni,
ale bywają także niewierzący.
Czy większa ilość dzieci wpływa na jakość związku między mężem i żoną?
To, co w najbardziej zasadniczy sposób nadaje
kształt rodzinie, to jakość związku miedzy mężem i zoną, a nie ilość dzieci.
Ale w tym miejscu można zauważyć pozytywny wpływ ilości dzieci na jakość
związku małżeńskiego: wśród rodzin wielodzietnych jest o dziesięć procent
więcej rodzin pełnych niż wśród wszystkich rodzin (92% rodzin wielodzietnych to
rodziny pełne w stosunku do 82% rodzin pełnych wśród wszystkich wielodzietnych).
Co jest wspólną cechą rodziców rodzin wielodzietnych, o czym świadczy
duża ilość dzieci, na jakie się decydują? Myślę, że decyzja o większej ilości dzieci
jest oznaką pewnej odwagi dzielenia się pomimo
tego, że jest to związane ze zubożeniem rodziny.
Jest to życiem poparte świadectwo o
wartości dziecka przewyższającej inne wartości, świadectwo, ze dziecko jako
owoc miłości jest zawsze dobrem najwyższym i zawsze chcianym, nawet jeśli
niezaplanowanym. Słowo wielkoduszność jest tu
bardzo trafne.
Jak na życie rodzinne wpływa duża ilość dzieci?
Dużo dzieci to duża ilość relacji i
wzajemnych odniesień. Rodzice nie są skupieni na jednym dziecku. Marzenia, oczekiwania,
wymagania rodziców rozkładają się na kilkoro dzieci
Mając siódemkę dzieci cały czas
pozostaję w siedmiu relacjach. Oznacza to dużą intensywność życia, bo kochając
siedmioro żadnego nie kocham mniej niż gdybym miała dwoje czy troje. Miłość nie
kieruje się prawami matematycznymi. Dziecka jednego z siedmiorga nie kocha się
mniej niż jedynaka. Jest trochę tak,
jakby z każdym dzieckiem rodziło się nowe serce do kochania. To znaczy, że
rodzice w dużych rodzinach przeżywają więcej problemów i smutków, ale także
więcej radości i szczęścia.
Każde dziecko potrzebuje osobnej,
na niego tylko skierowanej uwagi. Oczywiście są sytuacje, kiedy zwracamy się do
wszystkich razem, zbieramy na posiłki, wspólnie coś robimy, ale każde dziecko
potrzebuje mieć rodzica dla siebie, chce otrzymywać jego zainteresowanie i
miłość indywidualnie. W tym zakresie matka i ojciec są nie zastępowalni.
Wielkim niebezpieczeństwem grożącym
rodzinie licznej jest przeoczenie problemów jednego z dzieci. Czasem właśnie
dziecko, które nie sprawia kłopotów przeżywa jakiś problem i wśród wielu spraw
trzeba umieć to zauważyć. Wymaga to dużej czujności i uważnej obserwacji, żeby kogoś
nie zaniedbać.
Jak radzić sobie z dużą ilością
potrzeb i problemów wychowawczych?
Pewnie każda rodzina ma swoje
zwyczaje i metody. Ja miałam metodę corocznego przeglądu potrzeb i tworzenia
hierarchii ważności problemów i rocznego planu priorytetów. A więc przykładowo,
w danym roku postanawiałam poświęcać większość mojego czasu na pomoc w nauce Jasiowi i pół godziny
dziennie na zabawę z Marysią, w następnym roku wspierałam szczególnie naukę
skrzypiec Pawła i pomoc w angielskim Piotra
Trzeba pamiętać, że każde dziecko
jest inne, każde rozwija się na innym etapie, trzeba więc uczyć się
dostosowania do każdego dziecka, podejmować inną komunikację, a więc na
przykład z niemowlakiem trzeba
porozumiewać się za pomocą dotyku, uśmiechu, tonu głosu,
z przedszkolakiem, bawiąc się z nim klockami,
lalkami, albo czytając bajki a z nastolatkiem dyskutując o poważnych problemach.
To trochę tak jak mówienie różnymi językami.
Przyznam, bywały sytuacje kiedy
zdawało mi się, że już nie dam rady. Na przykład pięcioro wymiotowało na raz a
ja byłam na to sama i w dodatku w ciąży. Albo właśnie urodziło się dziecko a
trójce starszych trzeba w różnych zakresach pomagać w odrabianiu lekcji.
Pomocna jest wtedy świadomość, że trudne momenty mijają, że nie ma sytuacji
idealnych i nie wszystko daje się zrobić tak jak by się chciało czy wymarzyło.
A problemy często rozwiązują się same...
Rodzina wielodzietna, to w moim
pojęciu znakomita szkoła dla rodziców: elastyczności, umiejętności łączenia ról
i czynności a także organizacji czasu: tutaj nie można sobie pozwolić na
przepuszczanie czasu przez palce, bo zawsze jest kolejka potrzeb dzieci, na
które trzeba odpowiedzieć. Jest to szkoła w której , jak nigdzie indziej,
poznaje się naturę rozwijającego się człowieka jednocześnie wspierając ten rozwój.
Myślę, że wychowując w domu dzieci nauczyłam się więcej niż na studiach
psychologicznych.
Jak to jest z relacjami pomiędzy dziećmi? Czy mieć rodzeństwo to jest
świetna sprawa, czy też z tego wynikają same problemy?
Pierwsze rodzeństwo, które
poznajemy na kartach Biblii, to Kain i Abel. Jak wiadomo, relacja ta,
naznaczona rywalizacją i zazdrością źle się skończyła: Kain zabił Abla.. Nie
jedyny to dramatyczny obraz rywalizacji między braćmi, jaki napotykamy w Biblii. Jest jeszcze Jakub, który zabrał
Ezawowi prawa syna pierworodnego no i straszny los Józefa sprzedanego, na skutek konfliktu między braćmi, w niewolę
egipską.
Bez trudu każdy rodzic dwójki dzieci opisze
przejawy zazdrości u swego pierworodnego dziecka, które starając się zwrócić na
siebie uwagę rodziców zaczyna zachowywać się niegrzecznie, czasem agresywnie
lub w sposób właściwy dzieciom młodszym.
W klasycznej myśli psychologicznej
o rodzeństwie mówi się przede wszystkim w kontekście konkurowania o uwagę
rodziców i rywalizacji o pierwszeństwo (Alfred Adler, psychologia ewolucyjna).
Ale są też nowsze badania
psychologiczne, ukazujące relacje między rodzeństwem w bardziej pozytywnym świetle
( prof. Judy Dunn, dr. Carol Kendrick ). Badacze zwracają uwagę, że
narodzenie młodszego brata lub siostry
mimo przeżywania przez starsze dziecko negatywnych uczuć - lęku czy zazdrości -
prowadzi do powstania szczególnej relacji między rodzeństwem. Relacji, która
jest niezwykle skomplikowana a zarazem pełna wielu różnorodnych uczuć, nie
tylko negatywnych. Pierwsze kłótnie i spory o zabawkę pozwalają rodzeństwu ustalić
relację władzy i dominacji. Warto uświadomić sobie, że relacja rodzeństwa jest
szczególna - bo z jednej strony jest to relacja równorzędna, symetryczna:
„oboje jesteśmy dziećmi, prawie rówieśnikami", a zarazem to relacja pionowa,
podobna do relacji z rodzicem, kiedy jedno z dzieci może powiedzieć: „ja jestem
starszy i mądrzejszy". Rywalizacja jednak, zdaniem wielu psychologów, wcale nie
musi być tak silna, jak wynikałoby to z wcześniejszych teorii. Już
kilkumiesięczne niemowlęta rozpoznają
wracającego z przedszkola brata, uśmiechają się i czerpią wiele radości ze
wspólnych zabaw.
Nasz trzeci syn Tomek, jako jedno z
pierwszych słów mówił „Pan", co
oznaczało zarówno trzyletniego Pawła, jak czteroletniego Piotra i wymawiał to
słowo z wielkim nabożeństwem. Często młodsze
rodzeństwo okazuje przywiązanie do starszego brata lub siostry, którzy stają
się źródłem poczucia bezpieczeństwa. Dla każdego kolejnego poza najstarszym
Piotrem chłopca w naszej rodzinie bardzo ważni byli i są starsi bracia. W
dzieciństwie stanowili trudną do rozdzielenia grupę. Najmłodszy, Janek jest
chyba najbardziej związany ze starszymi braćmi,
nie było do pomyślenia, żeby posłać go do innej niż bracia szkoły, bardzo podkreślał,
ze chce być z braćmi.
Z kolei wiele starszych braci i sióstr wykazuje zachowania opiekuńcze
tak, jakby chciały stawać się źródłem bezpieczeństwa dla młodszych. Wiele było w naszej rodzinie opiekuńczych
epizodów w relacjach starszych chłopców do młodszych. W pewnym okresie starsi
wręcz rywalizowali ze sobą o względy najmłodszego. Ofiarowywali swoje stare
zabawki, zarówno Tomek, jak i Piotrek chcieli, żeby to właśnie jego najbardziej
lubił Jaś. Po sześciu chłopcach w naszej
rodzinie niespodziewanie urodziła się dziewczynka, Marysia. Od początku
podkreślała swoją odrębność w stosunku do chłopców, choć świetnie się z nimi
bawiła. Nigdy, aż do okresu szkolnego nie chciała założyć spodni.. Na tle
chłopców była zdecydowanie bardziej współczująca. Okazała się też niezwykle
opiekuńczą starszą siostrą ucząc młodszą
Tereskę liczenia i pisania, pisząc i przedstawiając dla niej bajki i
rysując książeczki do oglądania.
Badania wykazują, że starsze dzieci, już nawet
czteroletnie, dostosowują swój język do języka młodszego brata lub siostry -
czyli inaczej mówią do mamy, inaczej do młodszego dziecka - czyli wcześnie uczą
się dostosowywać swój język do odbiorcy.
Wspólne przeżywanie wielu codziennych zdarzeń stwarza dzieciom
niezwykłą okazję doświadczania sytuacji, w których dowiadują się, co myśli i
czuje ich starszy lub młodszy brat lub siostra. Pierwsze przejawy zachowań
empatycznych - współczujących - obserwujemy właśnie w relacjach między
rodzeństwem. Okazje po temu stwarzają wspólne zabawy rodzeństwa, w której
odgrywa się różne sytuacje z życia, bajek i filmów. U nas chłopcy starsi - sami
mężczyźni najczęściej bawili się w
żołnierzy, sportowców, konstruowali
samochody, którymi zjeżdżali po schodach, dwaj młodsi do których dołączyła Marysia,
razem z nią tworzyli Dom, wychowywali dzieci - lalki, odgrywali wujków,
tatusia, Marysia najczęściej mamę. Przy niewielkich różnicach wieku tworzyli
swój świat.
Z całą pewnością posiadanie młodszego brata lub siostry
powoduje, że dziecko starsze ma szansę,
aby wcześnie poznać zasady dobrej społecznej współpracy, zakładającej chęć
zrozumienia partnera. Młodsze dzieci, mając szansę kłócić się z bratem lub
siostrą, uczą się zasad negocjacji i przekonują się, że nie zawsze każda osoba,
z którą wchodzą w relację będzie zachowywała się jak mama lub tata, którzy
odczytują ich pragnienia i łatwo współpracują.
Rola rodziców w kształtowaniu
relacji między rodzeństwem może być duża.
Rodzice, chcąc pomóc dzieciom w
sytuacji konfliktu, zamiast obwiniać
starszego powinni wskazywać dziecku, jak
by się czuło, gdyby to ono znajdowało się w sytuacji młodszego, któremu na
przykład właśnie zabrało zabawkę. Ważne jest cierpliwe pokazywanie związku
pomiędzy zachowaniem i uczuciami.
Przyjaźń można zerwać, można
przesiąść się do innej ławki, ale rodzeństwo jest i nie zniknie. Nie można
zerwać tego związku. Trzeba się jakoś dogadać, bo nie ma innego wyjścia.
Relacje między rodzeństwem mają
charakter dynamiczny, zmieniają się z
wiekiem dzieci.
Z czasem nabierają coraz większego
znaczenia.
Częstym momentem kryzysowym jest
czas , kiedy młodsze dziecko zaczyna chodzić, a potem kiedy zaczyna się okres
dojrzewania. Z mojej perspektywy obserwacja przemian w układach między
rodzeństwem jest optymistyczna. Kłótnie dzieci są dla rodziców męczące, ale w
miarę dorastania dzieci jest ich jednak coraz mniej a spory stają się bardziej
kulturalne. Przykładem mogą być moi dwaj synowie. W sumie mam ich pięciu, ale
jedna para miała przez wiele lat tendencję do rozwiązywania problemów za pomocą
siły. Słowem bili się. W okresie dojrzewania przestali używać siły i przeszli
na słowne zaczepki. Teraz są już
studentami, porozumiewają się normalnie, coraz lepiej rozumieją się i
współpracują. Sprawdza się przysłowie: Kto się czubi, ten się lubi. Inaczej mówiąc: silna niechęć świadczy
głównie o sile związku.
Biblia przekazuje wzruszające opisy
spotkania skonfliktowanych w młodości braci: po latach rozłąki Ezaw
„pospieszył na spotkanie Jakuba i objąwszy go za szyję ucałował go i
rozpłakali się obaj". Podobnie skończyła się historia konfliktu Józefa z braćmi:
„Józef rzucił się bratu swemu, Beniaminowi na szyję i rozpłakał się. Beniamin
również płakał obejmując go za szyję. I płakał Józef ściskając i obejmując
swych braci." Są to piękne obrazy siły braterskich więzi. Losy tych
rodzeństw pokazują jakże ważną prawdę
odnoszącą się do wszystkich ludzkich relacji: jak wielkie i wyzwalające
znaczenie ma przebaczenie win i urazów.
Czasem do tego przebaczenia trzeba dojrzewać przez lata.
Na koniec przytoczę słowa dr
psychologii Zuzanny Toeplitz: Najlepsze, co możemy dać dzieciom poza poczuciem
bezpieczeństwa i miłością to drugi bliski człowiek, który z nimi zostanie -
brat czy siostra..
Czy w Polsce jest dużo rodzin wielodzietnych i w jakiej są sytuacji
materialnej?
W Polsce obecnie rodziny
wielodzietne rozumiane jako rodziny z trojgiem i więcej dzieci, stanowią 17%
rodzin. Ale dzieci z tych rodzin stanowią
33% polskich dzieci. 5% to rodziny z czworgiem dzieci, dzieci w nich się
wychowujące to 17% wszystkich dzieci..
Rodziny wielodzietne to
najbiedniejsza grupa ludności w Polsce.
Warto przyjrzeć się średnim
miesięcznym zarobkom na osobę w rodzinie, ponieważ pokazują, jak każde dziecko
więcej w rodzinie powoduje przesuwanie się rodziny w obszar ubóstwa. W rodzinie
bez dzieci średni miesięczny dochód na osobę wynosił w
2004 roku 1044 zł. W rodzinie z jednym dzieckiem 848 zł. z dwojgiem 628 zł., z
trojgiem 466 zł., a z czworgiem 325 zł.
Rodzina samotnego rodzica ma do dyspozycji 612 zł. miesięcznie na osobę,
co jest najbliższe sumie przypadającej na pełną rodzinę z dwojgiem dzieci.
Wyraźnie widać, że w najtrudniejszej sytuacji są rodziny z mające więcej niż
dwoje dzieci.. Aż 90% rodzin z czworgiem dzieci żyje poniżej poziomu minimum
socjalnego. Wśród rodzin z trojgiem dzieci jest to 73%. Stale, począwszy od
1989 roku, zwiększa się procent rodzin wielodzietnych żyjących w skrajnej
biedzie (W 2001r. 14% rodzin z trójka dzieci , w 2004r. -21%, w 2001r. 33%
rodzin z czwórką dzieci, w 2004r. - 40%) .Bardzo złe warunki rozwojowe dzieci w
tych rodzinach istotnie wpłyną na kondycję przyszłych generacji.
Jaki jest wkład rodzin wielodzietnych w dobro wspólne?
Rodziny wielodzietne pełnią istotną
rolę w procesie odtwarzalności pokoleń. Przez wieki zapewniały wzrost ilościowy
ludności, w ostatniej dekadzie osłabiają ubytek ludności powodowany nadwyżką zgonów
nad urodzeniami. Jest to rola nie do przecenienia w sytuacji dramatycznie
obniżającej się dzietności w Polsce osiągającej najniższy w Europie
wskaźnik1,2. Według prognozy ONZ populacja Polski obniży się do roku 2050 tego
o 20%!
Mało doceniany jest wkład
materialny rodzin wielodzietnych do budżetu państwa w postaci podatków
pośrednich (podatki pośrednie - VAT i akcyza -stanowią 2/3 wpływów do budżetu)
Duża ilość osób rodzinie oznacza
zwiększoną konsumpcję, a więc więcej par butów, podręczników, pożywienia,
prądu, wody...część ceny wszystkiego, co kupujemy zostaje w postaci VAT
odprowadzona do skarbu państwa. W 2004 roku
rząd Millera zwiększył podatek VAT na towary dziecięce z 7% do 22%..
Rodziny mające dużo dzieci są więc opłacalne dla skarbu państwa, są źródłem poważnego dochodu.
Czy państwo polskie sprawiedliwie traktuje rodziny wielodzietne?
Powiem o trzech formach
niesprawiedliwości ekonomicznej
Kiedyś mówiło się, że wprawdzie w
dzieciństwie wychowanie dzieci jest dla rodziców związane z dużym kosztem, ale na starość za to mogą czuć
się bezpiecznie, bo dzieci będą ich utrzymywać. Ta w pewnym sensie naturalna
sytuacja została odwrócona przez wprowadzenie systemu emerytalnego. Teraz mając
więcej dzieci tym mniej bezpiecznie można czuć się na starośc. Emerytury to nie
są pieniądze, które odkładają się, ale są odprowadzane z pensji pracowników.
Dzieci z rodzin wielodzietnych będą pracując utrzymywały przyszłych
emerytów, najczęściej z wyłączeniem
swoich matek. Wieloletnia praca wychowawcza matek w domu jest wyłącznie pracą
społeczną na rzecz państwa.
Jestem przykładem osoby, której
emerytura nie przysługuje, a moje dzieci nie tylko będą płaciły podatek na
emerytury wszystkich, ale będą musiały także utrzymywać i mnie. Jest to
pierwsza forma dyskryminacji.
Innym przykładem niesprawiedliwości
wobec kobiet pracujących i wychowujących dzieci w domu jest dofinansowywanie
opieki nad dziećmi w przedszkolu i
żłobku. Tym sposobem kobieta, która zdecydowała o wychowywaniu w domu, w pewnym
sensie ze swoich podatków dopłaca kobiecie, która oddaje dziecko do żłobka lub
przedszkola. Są to niemałe pieniądze, bo gmina dopłaca między 500 a 2000 zł. miesięcznie za
instytucjonalną opiekę nad jednym dzieckiem. Jest to kolejna forma dyskryminacji ekonomicznej kobiety
pracującej w domu. Tak samo jak opieka przedszkolna, powinna być dofinansowana
praca wychowawczo- opiekuńcza w domu.
Wreszcie dyskryminowana jest
finansowo pełna rodzina mająca dzieci. Wprowadzona w 2004 roku możliwość
rozliczania się wspólnego z dzieckiem
powoduje, że w rozliczeniu podatkowym tracą pełne rodziny. Przykładowo my z
mężem gdybyśmy się rozwiedli rocznie zyskiwalibyśmy 6 500 zł. Państwo w ten sposób namawia
do separacji lub rozwodu albo do nie wstępowania w związki małżeńskie. Dowodem
na skuteczność takiego oddziaływania jest wzrost separacji o 200% a rozwodów o
50 % w przeciągu ośmiu miesięcy od wprowadzenia wspomnianej ustawy.
Czy w Polsce istnieje polityka rodzinna?
Należy odróżnic politykę socjalną
od rodzinnej
Stan obecny jest taki, że w Polsce
istnieje prawie wyłącznie polityka socjalna, czyli pomoc społeczna skierowana
do rodzin znajdujących się w obszarze ubóstwa.
Istnieje więc system zasiłków
rodzinnych przyznawanych rodzinom o dochodach poniżej
504 zł. miesięcznie na osobę. Jest
to wsparcie w wysokości ok. 50 zł miesięcznie na dziecko (44 na pierwsze, 53 na
drugie, 66 na trzecie dziecko). Ten system zasiłków sytuuje Polskę na ostatnim
miejscu w Europie pod względem wysokości zasiłków przyznawanych na dzieci.
Choć polityka socjalna jest w pewnym
zakresie konieczna, ma wady. System socjalny jest drogi i skomplikowany w
funkcjonowaniu. Utrwala postawy roszczeniowe i uczy bierności. Stawia rodzinę w
roli otrzymującego jałmużnę.
Polityka rodzinna jest czym innym
niż socjalna i kieruje się inną filozofią. Nie upokarza, lecz docenia rodzinę i
motywuje do odpowiedzialności za nią. Polityka rodzinna ma między innymi za
zadanie wyrównanie kosztów, jakie ponoszą rodziny wychowujące dzieci. Zwrot
kosztów jest czym innym niż zapomoga dla biednych. Narzędzia polityki rodzinnej
są bardzo rozbudowane i zróżnicowane, wiążą się z uznaniem wkładu pracy
opiekuńczej i wychowawczej za pracę społecznie istotną. Są to więc rozwiązania
podatkowe pozostawiające w rodzinie mającej dzieci więcej pieniędzy, są to
ulgi, zasiłki z tytułu urodzenia lub wychowywania dzieci, dłuższe urlopy
macierzyńskie, Karty Rodziny Dużej, uwzględnienie ilości wychowywanych dzieci w
wysokości emerytury, korzystne dla rodzin uregulowania dotyczące polityki
mieszkaniowej, działania mające na celu ułatwienia w łączeniu pracy zawodowej z obowiązkami rodzinnymi. Kombinacja tych
rozmaitych rozwiązań ułatwia życie rodzinne i zapobiega wpadaniu rodzin w
obszar ubóstwa. Można powiedzieć, że polityka rodzinna jest formą profilaktyki
zapobiegającej marginalizacji i pauperyzacji rodzin, zwłaszcza tych mających
więcej dzieci. Dobrze rozwinięta polityka rodzinna sprawia, że polityka
socjalna w odniesieniu do rodziny przestaje być potrzebna na szeroką skalę.
Polityka rodzinna jest rodzajem inwestycji państwa w zdrową przyszłość.
Warto przytoczyć słowa papieża
Benedykta XVI z wydanego kilka dni temu orędzia na Światowy Dzień Pokoju:"...
wszystko, co osłabia rodzinę opartą na małżeństwie mężczyzny i kobiety, co
wprost czy pośrednio powoduje, że zmniejsza się jej gotowość do
odpowiedzialnego przyjmowania nowego życia, co utrudnia jej korzystania z prawa
do tego, by przede wszystkim ona była odpowiedzialna za wychowania dzieci,
stanowi obiektywną przeszkodę na drodze do pokoju. Rodzina potrzebuje domu,
pracy albo słusznego wynagrodzenia za pracę rodziców w domu, szkoły dla dzieci,
podstawowej opieki zdrowotnej dla wszystkich. Kiedy społeczeństwo i politycy
nie starają się pomóc rodzinie w tych dziedzinach, pozbawiają się istotnych
zasobów służących pokojowi."
Chociaż Polska jest krajem
rodzinnym a rodzina dla Polaków wciąż
pozostaje najważniejszą wartością, polityka rodzinna w Polsce właściwie nie
istnieje. Jesteśmy pod tym względem w samym ogonie Europy. Dlatego w Londynie w
grudniu urodziło się więcej Polaków niż w Warszawie. Jeśli polityka rodzinna
nie stanie się priorytetem politycznym rządu, Polska wyludni się.
Nasze stowarzyszenie, Związek
Dużych Rodzin „Trzy Plus", stawia sobie za cel podejmowanie działań w interesie
polskich rodzin. Apelujemy do rządzących o stworzenie kompleksowej koncepcji
polityki rodzinnej i jak najszybsze
wprowadzenie jej w życie. Żebyśmy mogli z nadzieją patrzeć w przyszłość.