2008-01-26 22:37:36

Wystarczy miejsca przy stole...

3. 01. 08, w Kaliszu, prezes ZDR Trzy Plus, pani Joanna Krupska wygłosiła, prelekcję po tytułem: "Wystarczy miejsca przy stole, choć kasy nie zawsze".
Całość spotkania, poświęcona była relacjom między rodzeństwem w rodzinie.

Bardzo dziękuję za zaproszenie mnie do rozmowy na temat rodziny. Zostałam zaproszona jako przedstawiciel Związku Dużych Rodzin „Trzy plus", ale przede wszystkim jestem żoną i matką. Właśnie to doświadczenie ukształtowało mnie najbardziej. Mam siedmioro dzieci i przez ponad 20 lat pracowałam prawie wyłącznie w domu.. Zawsze byliśmy najbardziej liczną rodziną w okolicy i w szkołach, w których uczyły się i uczą moje dzieci. Dwa pokolenia wstecz takie rodziny jak nasza były normalnością ( na marginesie wspomnę, że moja praprababka urodziwszy 18 dzieci, z których zmarło sześcioro, wychowała 12cioro na wartościowych ludzi). Teraz duże rodziny są rzadkością i wiele osób dziwi się, nie wyobraża sobie, jak to jest, jak ma się tyle dzieci .

Rodziny wielodzietne w odbiorze społecznym często kojarzone są z patologią, nieodpowiedzialnym rodzicielstwem, marginesem społecznym albo alkoholizmem. Taki obraz często sugerują media. Jest to obraz krzywdzący i nieprawdziwy. Wśród rodzin z jednym dzieckiem, czy z dwójką także można znaleźć rodziny dysfunkcyjne. Trzeba zdecydowanie podkreślić, że ogromna większość rodzin wielodzietnych to rodziny prawidłowe i normalne.

W ocenie rodzin wielodzietnych spotkać można także i drugą skrajność: wielodzietność przedstawia się jako pewnego rodzaju ideał, tak jakby rodzina mająca dużo dzieci była lepsza od tej, która ma ich mało.

Myślę, że rodziny wielodzietne nie są ani lepsze ani gorsze od innych. Rodziny wielodzietne są bardzo różne. Mieszkają w mieście i na wsi. Rodzice mają najróżniejsze zawody, są wysoko i średnio wykształceni, a także i bez wykształcenia. Są w większości religijni, ale bywają także niewierzący.

Czy większa ilość dzieci wpływa na jakość związku między mężem i żoną?

To, co w najbardziej zasadniczy sposób nadaje kształt rodzinie, to jakość związku miedzy mężem i zoną, a nie ilość dzieci. Ale w tym miejscu można zauważyć pozytywny wpływ ilości dzieci na jakość związku małżeńskiego: wśród rodzin wielodzietnych jest o dziesięć procent więcej rodzin pełnych niż wśród wszystkich rodzin (92% rodzin wielodzietnych to rodziny pełne w stosunku do 82% rodzin pełnych wśród wszystkich wielodzietnych).

Co jest wspólną cechą rodziców rodzin wielodzietnych, o czym świadczy duża ilość dzieci, na jakie się decydują? Myślę, że decyzja o większej ilości dzieci jest oznaką pewnej odwagi dzielenia się pomimo tego, że jest to związane ze zubożeniem rodziny.

Jest to życiem poparte świadectwo o wartości dziecka przewyższającej inne wartości, świadectwo, ze dziecko jako owoc miłości jest zawsze dobrem najwyższym i zawsze chcianym, nawet jeśli niezaplanowanym. Słowo wielkoduszność  jest tu bardzo trafne.

Jak na życie rodzinne wpływa duża ilość dzieci?

Dużo dzieci to duża ilość relacji i wzajemnych odniesień. Rodzice nie są skupieni na jednym dziecku. Marzenia, oczekiwania, wymagania rodziców rozkładają się na kilkoro dzieci

Mając siódemkę dzieci cały czas pozostaję w siedmiu relacjach. Oznacza to dużą intensywność życia, bo kochając siedmioro żadnego nie kocham mniej niż gdybym miała dwoje czy troje. Miłość nie kieruje się prawami matematycznymi. Dziecka jednego z siedmiorga nie kocha się mniej niż jedynaka. Jest trochę tak, jakby z każdym dzieckiem rodziło się nowe serce do kochania. To znaczy, że rodzice w dużych rodzinach przeżywają więcej problemów i smutków, ale także więcej radości i szczęścia.

Każde dziecko potrzebuje osobnej, na niego tylko skierowanej uwagi. Oczywiście są sytuacje, kiedy zwracamy się do wszystkich razem, zbieramy na posiłki, wspólnie coś robimy, ale każde dziecko potrzebuje mieć rodzica dla siebie, chce otrzymywać jego zainteresowanie i miłość indywidualnie. W tym zakresie matka i ojciec są nie zastępowalni.

Wielkim niebezpieczeństwem grożącym rodzinie licznej jest przeoczenie problemów jednego z dzieci. Czasem właśnie dziecko, które nie sprawia kłopotów przeżywa jakiś problem i wśród wielu spraw trzeba umieć to zauważyć. Wymaga to dużej czujności i uważnej obserwacji, żeby kogoś nie zaniedbać.

Jak radzić sobie z dużą ilością potrzeb i problemów wychowawczych?

Pewnie każda rodzina ma swoje zwyczaje i metody. Ja miałam metodę corocznego przeglądu potrzeb i tworzenia hierarchii ważności problemów i rocznego planu priorytetów. A więc przykładowo, w danym roku postanawiałam poświęcać większość mojego czasu na pomoc w nauce Jasiowi i pół godziny dziennie na zabawę z Marysią, w następnym roku wspierałam szczególnie naukę skrzypiec Pawła i pomoc w angielskim Piotra

Trzeba pamiętać, że każde dziecko jest inne, każde rozwija się na innym etapie, trzeba więc uczyć się dostosowania do każdego dziecka, podejmować inną komunikację, a więc na przykład z niemowlakiem trzeba porozumiewać się za pomocą dotyku, uśmiechu, tonu głosu,

z przedszkolakiem, bawiąc się z nim klockami, lalkami, albo czytając bajki a z nastolatkiem dyskutując o poważnych problemach. To trochę tak jak mówienie różnymi językami.

Przyznam, bywały sytuacje kiedy zdawało mi się, że już nie dam rady. Na przykład pięcioro wymiotowało na raz a ja byłam na to sama i w dodatku w ciąży. Albo właśnie urodziło się dziecko a trójce starszych trzeba w różnych zakresach pomagać w odrabianiu lekcji. Pomocna jest wtedy świadomość, że trudne momenty mijają, że nie ma sytuacji idealnych i nie wszystko daje się zrobić tak jak by się chciało czy wymarzyło. A problemy często rozwiązują się same...

Rodzina wielodzietna, to w moim pojęciu znakomita szkoła dla rodziców: elastyczności, umiejętności łączenia ról i czynności a także organizacji czasu: tutaj nie można sobie pozwolić na przepuszczanie czasu przez palce, bo zawsze jest kolejka potrzeb dzieci, na które trzeba odpowiedzieć. Jest to szkoła w której , jak nigdzie indziej, poznaje się naturę rozwijającego się człowieka jednocześnie wspierając ten rozwój. Myślę, że wychowując w domu dzieci nauczyłam się więcej niż na studiach psychologicznych.

Jak to jest z relacjami pomiędzy dziećmi? Czy mieć rodzeństwo to jest świetna sprawa, czy też z tego wynikają same problemy?

Pierwsze rodzeństwo, które poznajemy na kartach Biblii, to Kain i Abel. Jak wiadomo, relacja ta, naznaczona rywalizacją i zazdrością źle się skończyła: Kain zabił Abla.. Nie jedyny to dramatyczny obraz rywalizacji między braćmi, jaki napotykamy w Biblii. Jest jeszcze Jakub, który zabrał Ezawowi prawa syna pierworodnego no i straszny los Józefa sprzedanego, na skutek konfliktu między braćmi, w niewolę egipską.

Bez trudu każdy rodzic dwójki dzieci opisze przejawy zazdrości u swego pierworodnego dziecka, które starając się zwrócić na siebie uwagę rodziców zaczyna zachowywać się niegrzecznie, czasem agresywnie lub w sposób właściwy dzieciom młodszym.

W klasycznej myśli psychologicznej o rodzeństwie mówi się przede wszystkim w kontekście konkurowania o uwagę rodziców i rywalizacji o pierwszeństwo (Alfred Adler, psychologia ewolucyjna).

Ale są też nowsze badania psychologiczne, ukazujące relacje między rodzeństwem w bardziej pozytywnym świetle ( prof. Judy Dunn, dr. Carol Kendrick ). Badacze zwracają uwagę, że narodzenie młodszego brata lub siostry mimo przeżywania przez starsze dziecko negatywnych uczuć - lęku czy zazdrości - prowadzi do powstania szczególnej relacji między rodzeństwem. Relacji, która jest niezwykle skomplikowana a zarazem pełna wielu różnorodnych uczuć, nie tylko negatywnych. Pierwsze kłótnie i spory o zabawkę pozwalają rodzeństwu ustalić relację władzy i dominacji. Warto uświadomić sobie, że relacja rodzeństwa jest szczególna - bo z jednej strony jest to relacja równorzędna, symetryczna: „oboje jesteśmy dziećmi, prawie rówieśnikami", a zarazem to relacja pionowa, podobna do relacji z rodzicem, kiedy jedno z dzieci może powiedzieć: „ja jestem starszy i mądrzejszy". Rywalizacja jednak, zdaniem wielu psychologów, wcale nie musi być tak silna, jak wynikałoby to z wcześniejszych teorii. Już kilkumiesięczne niemowlęta rozpoznają wracającego z przedszkola brata, uśmiechają się i czerpią wiele radości ze wspólnych zabaw.

Nasz trzeci syn Tomek, jako jedno z pierwszych słów mówił „Pan", co oznaczało zarówno trzyletniego Pawła, jak czteroletniego Piotra i wymawiał to słowo z wielkim nabożeństwem. Często młodsze rodzeństwo okazuje przywiązanie do starszego brata lub siostry, którzy stają się źródłem poczucia bezpieczeństwa. Dla każdego kolejnego poza najstarszym Piotrem chłopca w naszej rodzinie bardzo ważni byli i są starsi bracia. W dzieciństwie stanowili trudną do rozdzielenia grupę. Najmłodszy, Janek jest chyba najbardziej związany ze starszymi braćmi, nie było do pomyślenia, żeby posłać go do innej niż bracia szkoły, bardzo podkreślał, ze chce być z braćmi.

Z kolei wiele starszych braci i sióstr wykazuje zachowania opiekuńcze tak, jakby chciały stawać się źródłem bezpieczeństwa dla młodszych. Wiele było w naszej rodzinie opiekuńczych epizodów w relacjach starszych chłopców do młodszych. W pewnym okresie starsi wręcz rywalizowali ze sobą o względy najmłodszego. Ofiarowywali swoje stare zabawki, zarówno Tomek, jak i Piotrek chcieli, żeby to właśnie jego najbardziej lubił Jaś. Po sześciu chłopcach w naszej rodzinie niespodziewanie urodziła się dziewczynka, Marysia. Od początku podkreślała swoją odrębność w stosunku do chłopców, choć świetnie się z nimi bawiła. Nigdy, aż do okresu szkolnego nie chciała założyć spodni.. Na tle chłopców była zdecydowanie bardziej współczująca. Okazała się też niezwykle opiekuńczą starszą siostrą ucząc młodszą Tereskę liczenia i pisania, pisząc i przedstawiając dla niej bajki i rysując książeczki do oglądania.

Badania wykazują, że starsze dzieci, już nawet czteroletnie, dostosowują swój język do języka młodszego brata lub siostry - czyli inaczej mówią do mamy, inaczej do młodszego dziecka - czyli wcześnie uczą się dostosowywać swój język do odbiorcy.

Wspólne przeżywanie wielu codziennych zdarzeń stwarza dzieciom niezwykłą okazję doświadczania sytuacji, w których dowiadują się, co myśli i czuje ich starszy lub młodszy brat lub siostra. Pierwsze przejawy zachowań empatycznych - współczujących - obserwujemy właśnie w relacjach między rodzeństwem. Okazje po temu stwarzają wspólne zabawy rodzeństwa, w której odgrywa się różne sytuacje z życia, bajek i filmów. U nas chłopcy starsi - sami mężczyźni najczęściej bawili się w żołnierzy, sportowców, konstruowali samochody, którymi zjeżdżali po schodach, dwaj młodsi do których dołączyła Marysia, razem z nią tworzyli Dom, wychowywali dzieci - lalki, odgrywali wujków, tatusia, Marysia najczęściej mamę. Przy niewielkich różnicach wieku tworzyli swój świat.

Z całą pewnością posiadanie młodszego brata lub siostry powoduje, że dziecko starsze ma szansę, aby wcześnie poznać zasady dobrej społecznej współpracy, zakładającej chęć zrozumienia partnera. Młodsze dzieci, mając szansę kłócić się z bratem lub siostrą, uczą się zasad negocjacji i przekonują się, że nie zawsze każda osoba, z którą wchodzą w relację będzie zachowywała się jak mama lub tata, którzy odczytują ich pragnienia i łatwo współpracują.

Rola rodziców w kształtowaniu relacji między rodzeństwem może być duża.

Rodzice, chcąc pomóc dzieciom w sytuacji konfliktu, zamiast obwiniać starszego powinni wskazywać dziecku, jak by się czuło, gdyby to ono znajdowało się w sytuacji młodszego, któremu na przykład właśnie zabrało zabawkę. Ważne jest cierpliwe pokazywanie związku pomiędzy zachowaniem i uczuciami.

Przyjaźń można zerwać, można przesiąść się do innej ławki, ale rodzeństwo jest i nie zniknie. Nie można zerwać tego związku. Trzeba się jakoś dogadać, bo nie ma innego wyjścia.

Relacje między rodzeństwem mają charakter dynamiczny, zmieniają się z wiekiem dzieci.

Z czasem nabierają coraz większego znaczenia.

Częstym momentem kryzysowym jest czas , kiedy młodsze dziecko zaczyna chodzić, a potem kiedy zaczyna się okres dojrzewania. Z mojej perspektywy obserwacja przemian w układach między rodzeństwem jest optymistyczna. Kłótnie dzieci są dla rodziców męczące, ale w miarę dorastania dzieci jest ich jednak coraz mniej a spory stają się bardziej kulturalne. Przykładem mogą być moi dwaj synowie. W sumie mam ich pięciu, ale jedna para miała przez wiele lat tendencję do rozwiązywania problemów za pomocą siły. Słowem bili się. W okresie dojrzewania przestali używać siły i przeszli na słowne zaczepki. Teraz są już studentami, porozumiewają się normalnie, coraz lepiej rozumieją się i współpracują. Sprawdza się przysłowie: Kto się czubi, ten się lubi. Inaczej mówiąc: silna niechęć świadczy głównie o sile związku.

Biblia przekazuje wzruszające opisy spotkania skonfliktowanych w młodości braci: po latach rozłąki Ezaw „pospieszył na spotkanie Jakuba i objąwszy go za szyję ucałował go i rozpłakali się obaj". Podobnie skończyła się historia konfliktu Józefa z braćmi: „Józef rzucił się bratu swemu, Beniaminowi na szyję i rozpłakał się. Beniamin również płakał obejmując go za szyję. I płakał Józef ściskając i obejmując swych braci." Są to piękne obrazy siły braterskich więzi. Losy tych rodzeństw pokazują jakże ważną prawdę odnoszącą się do wszystkich ludzkich relacji: jak wielkie i wyzwalające znaczenie ma przebaczenie win i urazów. Czasem do tego przebaczenia trzeba dojrzewać przez lata.

Na koniec przytoczę słowa dr psychologii Zuzanny Toeplitz: Najlepsze, co możemy dać dzieciom poza poczuciem bezpieczeństwa i miłością to drugi bliski człowiek, który z nimi zostanie - brat czy siostra..

Czy w Polsce jest dużo rodzin wielodzietnych i w jakiej są sytuacji materialnej?

W Polsce obecnie rodziny wielodzietne rozumiane jako rodziny z trojgiem i więcej dzieci, stanowią 17% rodzin. Ale dzieci z tych rodzin stanowią 33% polskich dzieci. 5% to rodziny z czworgiem dzieci, dzieci w nich się wychowujące to 17% wszystkich dzieci..

Rodziny wielodzietne to najbiedniejsza grupa ludności w Polsce.

Warto przyjrzeć się średnim miesięcznym zarobkom na osobę w rodzinie, ponieważ pokazują, jak każde dziecko więcej w rodzinie powoduje przesuwanie się rodziny w obszar ubóstwa. W rodzinie bez dzieci średni miesięczny dochód na osobę wynosił w 2004 roku 1044 zł. W rodzinie z jednym dzieckiem 848 zł. z dwojgiem 628 zł., z trojgiem 466 zł., a z czworgiem 325 zł. Rodzina samotnego rodzica ma do dyspozycji 612 zł. miesięcznie na osobę, co jest najbliższe sumie przypadającej na pełną rodzinę z dwojgiem dzieci. Wyraźnie widać, że w najtrudniejszej sytuacji są rodziny z mające więcej niż dwoje dzieci.. Aż 90% rodzin z czworgiem dzieci żyje poniżej poziomu minimum socjalnego. Wśród rodzin z trojgiem dzieci jest to 73%. Stale, począwszy od 1989 roku, zwiększa się procent rodzin wielodzietnych żyjących w skrajnej biedzie (W 2001r. 14% rodzin z trójka dzieci , w 2004r. -21%, w 2001r. 33% rodzin z czwórką dzieci, w 2004r. - 40%) .Bardzo złe warunki rozwojowe dzieci w tych rodzinach istotnie wpłyną na kondycję przyszłych generacji.

Jaki jest wkład rodzin wielodzietnych w dobro wspólne?

Rodziny wielodzietne pełnią istotną rolę w procesie odtwarzalności pokoleń. Przez wieki zapewniały wzrost ilościowy ludności, w ostatniej dekadzie osłabiają ubytek ludności powodowany nadwyżką zgonów nad urodzeniami. Jest to rola nie do przecenienia w sytuacji dramatycznie obniżającej się dzietności w Polsce osiągającej najniższy w Europie wskaźnik1,2. Według prognozy ONZ populacja Polski obniży się do roku 2050 tego o 20%!

Mało doceniany jest wkład materialny rodzin wielodzietnych do budżetu państwa w postaci podatków pośrednich (podatki pośrednie - VAT i akcyza -stanowią 2/3 wpływów do budżetu)

Duża ilość osób rodzinie oznacza zwiększoną konsumpcję, a więc więcej par butów, podręczników, pożywienia, prądu, wody...część ceny wszystkiego, co kupujemy zostaje w postaci VAT odprowadzona do skarbu państwa. W 2004 roku rząd Millera zwiększył podatek VAT na towary dziecięce z 7% do 22%.. Rodziny mające dużo dzieci są więc opłacalne dla skarbu państwa, są źródłem poważnego dochodu.

Czy państwo polskie sprawiedliwie traktuje rodziny wielodzietne?

Powiem o trzech formach niesprawiedliwości ekonomicznej

Kiedyś mówiło się, że wprawdzie w dzieciństwie wychowanie dzieci jest dla rodziców związane z dużym kosztem, ale na starość za to mogą czuć się bezpiecznie, bo dzieci będą ich utrzymywać. Ta w pewnym sensie naturalna sytuacja została odwrócona przez wprowadzenie systemu emerytalnego. Teraz mając więcej dzieci tym mniej bezpiecznie można czuć się na starośc. Emerytury to nie są pieniądze, które odkładają się, ale są odprowadzane z pensji pracowników. Dzieci z rodzin wielodzietnych będą pracując utrzymywały przyszłych emerytów, najczęściej z wyłączeniem swoich matek. Wieloletnia praca wychowawcza matek w domu jest wyłącznie pracą społeczną na rzecz państwa.

Jestem przykładem osoby, której emerytura nie przysługuje, a moje dzieci nie tylko będą płaciły podatek na emerytury wszystkich, ale będą musiały także utrzymywać i mnie. Jest to pierwsza forma dyskryminacji.

Innym przykładem niesprawiedliwości wobec kobiet pracujących i wychowujących dzieci w domu jest dofinansowywanie opieki nad dziećmi w przedszkolu i żłobku. Tym sposobem kobieta, która zdecydowała o wychowywaniu w domu, w pewnym sensie ze swoich podatków dopłaca kobiecie, która oddaje dziecko do żłobka lub przedszkola. Są to niemałe pieniądze, bo gmina dopłaca między 500 a 2000 zł. miesięcznie za instytucjonalną opiekę nad jednym dzieckiem. Jest to kolejna forma dyskryminacji ekonomicznej kobiety pracującej w domu. Tak samo jak opieka przedszkolna, powinna być dofinansowana praca wychowawczo- opiekuńcza w domu.

Wreszcie dyskryminowana jest finansowo pełna rodzina mająca dzieci. Wprowadzona w 2004 roku możliwość rozliczania się wspólnego z dzieckiem powoduje, że w rozliczeniu podatkowym tracą pełne rodziny. Przykładowo my z mężem gdybyśmy się rozwiedli rocznie zyskiwalibyśmy 6 500 zł. Państwo w ten sposób namawia do separacji lub rozwodu albo do nie wstępowania w związki małżeńskie. Dowodem na skuteczność takiego oddziaływania jest wzrost separacji o 200% a rozwodów o 50 % w przeciągu ośmiu miesięcy od wprowadzenia wspomnianej ustawy.

Czy w Polsce istnieje polityka rodzinna?

Należy odróżnic politykę socjalną od rodzinnej

Stan obecny jest taki, że w Polsce istnieje prawie wyłącznie polityka socjalna, czyli pomoc społeczna skierowana do rodzin znajdujących się w obszarze ubóstwa.

Istnieje więc system zasiłków rodzinnych przyznawanych rodzinom o dochodach poniżej

504 zł. miesięcznie na osobę. Jest to wsparcie w wysokości ok. 50 zł miesięcznie na dziecko (44 na pierwsze, 53 na drugie, 66 na trzecie dziecko). Ten system zasiłków sytuuje Polskę na ostatnim miejscu w Europie pod względem wysokości zasiłków przyznawanych na dzieci.

Choć polityka socjalna jest w pewnym zakresie konieczna, ma wady. System socjalny jest drogi i skomplikowany w funkcjonowaniu. Utrwala postawy roszczeniowe i uczy bierności. Stawia rodzinę w roli otrzymującego jałmużnę.

Polityka rodzinna jest czym innym niż socjalna i kieruje się inną filozofią. Nie upokarza, lecz docenia rodzinę i motywuje do odpowiedzialności za nią. Polityka rodzinna ma między innymi za zadanie wyrównanie kosztów, jakie ponoszą rodziny wychowujące dzieci. Zwrot kosztów jest czym innym niż zapomoga dla biednych. Narzędzia polityki rodzinnej są bardzo rozbudowane i zróżnicowane, wiążą się z uznaniem wkładu pracy opiekuńczej i wychowawczej za pracę społecznie istotną. Są to więc rozwiązania podatkowe pozostawiające w rodzinie mającej dzieci więcej pieniędzy, są to ulgi, zasiłki z tytułu urodzenia lub wychowywania dzieci, dłuższe urlopy macierzyńskie, Karty Rodziny Dużej, uwzględnienie ilości wychowywanych dzieci w wysokości emerytury, korzystne dla rodzin uregulowania dotyczące polityki mieszkaniowej, działania mające na celu ułatwienia w łączeniu pracy zawodowej z obowiązkami rodzinnymi. Kombinacja tych rozmaitych rozwiązań ułatwia życie rodzinne i zapobiega wpadaniu rodzin w obszar ubóstwa. Można powiedzieć, że polityka rodzinna jest formą profilaktyki zapobiegającej marginalizacji i pauperyzacji rodzin, zwłaszcza tych mających więcej dzieci. Dobrze rozwinięta polityka rodzinna sprawia, że polityka socjalna w odniesieniu do rodziny przestaje być potrzebna na szeroką skalę. Polityka rodzinna jest rodzajem inwestycji państwa w zdrową przyszłość.

Warto przytoczyć słowa papieża Benedykta XVI z wydanego kilka dni temu orędzia na Światowy Dzień Pokoju:"... wszystko, co osłabia rodzinę opartą na małżeństwie mężczyzny i kobiety, co wprost czy pośrednio powoduje, że zmniejsza się jej gotowość do odpowiedzialnego przyjmowania nowego życia, co utrudnia jej korzystania z prawa do tego, by przede wszystkim ona była odpowiedzialna za wychowania dzieci, stanowi obiektywną przeszkodę na drodze do pokoju. Rodzina potrzebuje domu, pracy albo słusznego wynagrodzenia za pracę rodziców w domu, szkoły dla dzieci, podstawowej opieki zdrowotnej dla wszystkich. Kiedy społeczeństwo i politycy nie starają się pomóc rodzinie w tych dziedzinach, pozbawiają się istotnych zasobów służących pokojowi."

Chociaż Polska jest krajem rodzinnym a rodzina dla Polaków wciąż pozostaje najważniejszą wartością, polityka rodzinna w Polsce właściwie nie istnieje. Jesteśmy pod tym względem w samym ogonie Europy. Dlatego w Londynie w grudniu urodziło się więcej Polaków niż w Warszawie. Jeśli polityka rodzinna nie stanie się priorytetem politycznym rządu, Polska wyludni się.

Nasze stowarzyszenie, Związek Dużych Rodzin „Trzy Plus", stawia sobie za cel podejmowanie działań w interesie polskich rodzin. Apelujemy do rządzących o stworzenie kompleksowej koncepcji polityki rodzinnej i jak najszybsze wprowadzenie jej w życie. Żebyśmy mogli z nadzieją patrzeć w przyszłość.

wtorek, 7 września 2010 | pytania
      
2008-07-07

Spotkanie z władzami Grodziska Mazowieckiego

Przedstawiciele Związku spotkali się z władzami samorządowymi Grodziska Mazowieckiego i przekazali postulaty dotyczące...

więcej >>