Choć ekonomiści spierają się o szczegóły, zgadzają się co do jednego – wzrost gospodarczy i dobrobyt biorą się z dwóch podstawowych źródeł.

Pierwszym jest liczba pracujących, drugim – innowacyjność. Patrząc z tej perspektywy, to co obecnie dzieje się w Polsce, nie napawa optymizmem. Nasza sytuacja demograficzna to zapaść, a zaawansowane technologie – rzadkość.

Według opublikowanego w 2013 r. rankingu Innovation Union Scoreboard Polska to „skromny innowator" – osiąga wynik ponaddwukrotnie niższy niż średnia dla UE. Raport Global Innovation Index, uwzględniający 142 kraje, Polskę sytuuje na 49. miejscu. O ile na demografię pań-
stwo wydaje mało, o tyle w ostatnim okresie wydatki na innowacyjność, dzięki funduszom UE, wzrosły. W latach 2007–2013 przedsiębiorcy, instytucje otoczenia biznesu, jednostki badawcze uzyskały z Programu Operacyjnego Inno-
wacyjna Gospodarka ok. 10 mld euro. Czy przełożyło się to na sukces? Niestety nie.

Zbyt mocno uwierzyliśmy w to, że UE, sypiąc pieniądze, rozwiąże wszystkie nasze problemy. Takie myślenie jest jednak krótkowzroczne, wręcz żebracze. Powinniśmy postawić na własny biznes. Tylko zaawansowane technologicznie firmy są bowiem w stanie konkurować na globalnych rynkach, zatrudniać specjalistów, płacić więcej. Zwłaszcza że nasze proste zasoby rozwoju – takie jak odrabianie zaległości konsumpcyjnych, renta demograficzna, niskie koszty pracy – są już na wyczerpaniu. Jeśli więc nie chcemy zatrzymać się na poziomie – jak określa to w swoim raporcie prof. Jerzy Hausner – „mistrzów dokręcania śrubek", powinniśmy zmienić myślenie o rozwoju. Kluczem do niego są ludzie i innowacje.

źródło